Home

Duchowy życiorys Desmonda


Rozdział 1: Uzbrojony w wiarę


Desmond Thomas Doss wychował się w miasteczku Lynchburg w stanie Virginia. Był wrażliwym chłopcem z gorliwym sumieniem, które zawsze skupiało się na czynieniu tego, co dobre. Jako dziecko ery wielkiego kryzysu, cieszył się z prostych rzeczy. Jego silne religijne wychowanie stanowiło podstawę szczerej wiary i poświęcenia się Bogu. Brał do serca wszystko to, co było zapisane w Biblii. Wierzył w każde słowo pochodzące od Boga i bez chwili zastanowienia spełniał każdą jego prośbę.

Jedną z rzeczy, które Desmond traktował niezwykle poważnie, była wola Boża wyrażona w Dziesięciu Przykazaniach. Wychował się w religijnym domu, w którym te zasady były największą wartością. Ilustracja Dziesięciu Przykazania wisiała na ścianie w salonie jego rodzinnego domu, a jako mały chłopiec Desmond często stawał na krześle i wpatrywał się w ten wielki obramowany obraz. W jego pamięci utkwiła szczególnie ilustracja znajdująca się obok słów „Nie będziesz zabijał”. Scena ta przedstawiała Kaina trzymającego kij i stojącego nad martwym ciałem swojego młodszego brata. Abla. Desmond zadawał sobie wówczas pytanie. „Dlaczego Kain zabił Abla? Jak mógł to zrobić bratu?

Desmond wychowywał się, czytając historie biblijne. Sumiennie uczęszczał do kościoła każdego tygodnia. Święcił siódmy dzień tygodnia, sobotę, zgodnie z czwartym przykazaniem Dekalogu. Jego szacunek dla Biblii prowadził go przez życie z niezachwianym oddaniem Bogu. Czuł również potrzebę wierności wobec swoich bliźnich oraz wobec swojego kraju. Bóg był na pierwszym miejscu w jego życiu, wszystko inne na drugim, a jego własne potrzeby – na ostatnim. Jako młodzieniec rozumiał zasadę bezinteresownej miłości, która została  ukazana w życiu Jezusa Chrystusa.

W czasie ataku na Pearl Harbor Desmond pracował w stoczni „Newport News Naval”. Praca, którą tam wykonywał mogła zwolnić go z obowiązku służby wojskowej. On jednak poczuł powołanie, aby służyć swojemu krajowi. Zaciągnął się więc do armii, bo wierzył, że jego służba przyczyni się do wypełnienia idei wolności.

Życie w wojsku nie wyglądało jednak tak, jak wcześniej to sobie wyobrażał. Szczupły chłopak z Wirginii, mówiąc z lekkim południowym akcentem, trafił do koszar wraz z nieustępliwymi i cwanymi mężczyznami z Nowego Jorku, którzy wcale nie chcieli słuchać o jego religijności. Wyśmiewali Desmonda, gdy widzieli, że po cichu czyta Biblię na swojej koi. Rzucali w niego butami, gdy klękał obok łóżka, a ci których wcześniej uważał za swoich przyjaciół, przeklinali go na każdym kroku. Desmond stał się obiektem okrutnych drwin i przemocy. Odrzucono go, a jeden z żołnierzy zagroził mu słowami, „Doss, gdy pójdziemy walczyć, to zrobię wszystko, abyś nie powrócił żywy”.

Jego wiara nie była jednak jedyną rzeczą, która prowokowała innych żołnierzy i oficerów. Główną przyczyną ich nienawiści był fakt, że ten wierzący Biblii chrześcijanin odmawiał noszenia broni.

Jak inni żołnierze mogli zaufać komuś, kto nie chce nosić broni? Jak mógłby chronić ich w ogniu walki, gdy nie potrafił ochronić samego siebie, pozbawiony karabinu, noża oraz bagnetu? W obliczu wroga, żaden z żołnierzy nie chciałby znaleźć się obok towarzysza bez broni.

Desmond odmówił pójścia na kompromis ze względu na swoje zobowiązanie wobec przykazań, których nauczył się jeszcze jako chłopiec. Gdy Boże priorytety kolidowały z oczekiwaniami dowodzących oficerów, przekonania Desmonda wciąż pozostawały na pierwszym miejscu. Ponieważ Boże prawo zakazuje zabijania, Desmond uważał, że nie powinien dotykać jakiejkolwiek broni. Gdy nadszedł czas, aby udać się na strzelnicę, odmówił udziału w szkoleniu. Ta decyzja nie zaimponowała pozostałym żołnierzom, a jego przełożeni byli sfrustrowani i źli.

Kolejnym punktem zapalnym był fakt, że Desmond uparł się, aby przestrzegać wszystkich Bożych przykazań, włącznie z czwartym mówiącym o święceniu siódmego dnia tygodnia – soboty. W tym dniu Desmond odmawiał nawet trzymania miotły. Gdy pozostali żołnierze byli w sobotę zajęci swoimi obowiązkami wojskowymi, Desmond prosił o możliwość pójścia do kościoła. Kiedy mu odmawiano, wracał do swojego pokoju, aby czytać po cichu Biblię i modlić się. W niedzielę, gdy pozostali żołnierze mieli dzień wolny i mogli pójść od kościoła lub do miasta, Desmond stał z miotłą, mopem i wiadrem, czyszcząc latryny. Po raz kolejny, ten młody człowiek o niezłomnej woli, nie potrafił dopasować się do reszty wojska. Odmówiono mu jego wolności religijnej i zmuszano do pracy w sobotę, która w Biblii określana jest jako siódmy dzień tygodnia.

Żołnierze, którzy przeciwstawiali się bezpośrednim rozkazom swoich przełożonych, mogli trafić przed oblicze sądu wojskowego, dlatego też próbowano usunąć Desmond z wojska z powodu nieprzystosowania. Ostatecznie wojsko jednak pogodziło się z przekonaniami Desmonda. W dalszym ciągu święcił on sobotę i odmawiał noszenia broni. Pozostał wierny Bożym przykazaniom, pomimo brutalnego traktowania ze strony żołnierzy, szyderstw i gróźb.

Większość żołnierzy szybko zrozumiała, że Desmond Doss po prostu tu nie pasuje. Uważali oni, że zachowuje się on w taki właśnie sposób, bo wierzy, że zasługuje na specjalne przywileje. Stał się samotnikiem bez żadnych przyjaciół. Każdy dzień był dla niego wyzwaniem. Wojsko namawiało go do opuszczenia armii, sugerując, że jest niezrównoważony i niezdatny do służby. Desmond jednak za każdym razem odmawiał, podkreślając, że chce służyć Bogu i swojej ojczyźnie – w dokładnie takiej kolejności.


Rozdział 2: W cieniu Wszechmogącego


Po kilku latach szkolenia w górach i pustyniach Ameryki Północnej, 307 Pułk Piechoty został wysłany na Pacyfik. Desmond walczył u boku innych żołnierzy, nigdy nie wahając się wbiec na pole walki, by ratować rannego, czy potrzebującego pomocy towarzysza. Jego poświęcenie szybko stało się widoczne dla innych, gdy ratował życie kolejnych żołnierzy, mimo spadających zewsząd pocisków. Desmond Doss, raz za razem, wykazywał się bohaterstwem na polu walki. Jeszcze niedawno uważano, że nie można na niego liczyć. Teraz nastawienie innych żołnierzy zmieniło się do tego stopnia, ze nie wyobrażali sobie prowadzenia walki bez niego, jako skutecznego i odważnego sanitariusza wojskowego.

Desmond zyskał reputację osoby niezwykle upartej, która nigdy nie pozostawi żadnej potrzebującej osoby na polu walki. Niejednokrotnie ignorował bezpośrednie rozkazy i biegł ratować rannych żołnierzy, nie zważając na bliskość wroga. Często słyszał szepty Japończyków, gdy opatrywał swoich towarzyszy. Wielokrotnie narażał swoje życie, żeby pomóc innym.

Żołnierze nie traktowali już Dossa jak dziwaka. Teraz chcieli być jak najbliższej niego, gdy zbliżali się do ognia przeciwnika. Wiedzieli, że jeśli zostaną ranni, to Desmond na pewno przyjdzie im na ratunek. Otaczał wszystkich tą samą delikatną opieką bez względu na to, jak traktowali go na początku. Uratował życie tych samych żołnierzy, którzy wcześniej go przeklinali. Teraz darzyli go największym szacunkiem.

Pewnego dnia Doss znalazł żołnierza, który stracił nogi po nadepnięciu na minę. Inny sanitariusz pozostawił go na pastwę losu, jednak Desmond opatrzył jego rany i zaniósł go w bezpieczne miejsce. Mężczyzna przeżył wojnę i założył rodzinę.

Desmond był często widywany, gdy czytał Biblię i modlił się. Czasami koledzy prosili go o to, żeby się za nich pomodlił. Dostrzegli, że na polu walki posiada coś o wielkiej wartości – ochronę od samego Boga.  Doszło do tego, że jednostka wolała poczekać aż Desmond skończy się modlić, zanim wyszła na pole bitwy. Żołnierze nie chcieli mierzyć się z przeciwnikiem, dopóki nie mieli pewności, że Bóg Desmonda jest razem nimi. Nie odważyli się stoczyć bitwy bez asekuracji i obecności swojego medyka, który wykazał się wiernością wobec Boga. Jeszcze zanim jego pułk dotarł do Okinawy, Desmond Doss został dwukrotnie nagrodzony Miedzianą Gwiazdą za swoją odwagę.

307 Pułk Piechoty walczył na całym obszarze Pacyfiku. Bitwy na Guam i Leyte, choć ciężkie, nie mogły być porównywane z bitwą na Okinawie. Szczególnie, gdy spojrzymy na liczbę ofiar, które pochłonęła ta wyspa. Okinawa była bowiem ostatnią twierdzą chroniącą Japonię. Pozycje wroga były obwarowane, a oddziały amerykańskiego wojska spotkały się z zaciekłą defensywą. Próby zdobycia przyczółku na Skarpie Meada nie powiodły się i pociągnęły za sobą wiele ofiar. Przepastna i nierówna skarpa utrudniała wojsku posuwanie się naprzód. Żołnierze musieli wspinać się po skałach na linach i sieciach załadunkowych. Gdy znaleźli się już na szczycie urwiska, stali się łatwym celem dla dobrze ukrytych karabinów maszynowych.

Po kilku nieudanych próbach zdobycia wzgórza, które żołnierze nazywali Przełęczą Hacksaw, kompania Desmonda nareszcie dotarła na szczyt i zneutralizowała kilka pozycji wroga. Ich sukces trwał jednak krótko, ponieważ niedługo potem odbył się kontratak Japończyków. Oddziałom wojsk amerykańskich kazano się wycofać z pola walki, żołnierze zaczęli więc w pośpiechu schodzić po skarpie. Z wyjątkiem jednego.

Większość Kompanii B nie była w stanie dotrzeć ani na skraj Przełęczy Hacksaw, ani do bezpiecznej bazy na dole. Wielu żołnierzy wciąż leżało na górze skarpy. Byli ranni i pozostawieni na pewną śmierć. Desmond Doss nie udał się z pozostałą częścią wojska do bazy. Stawiając czoło ogniu przeciwnika, wrócił do swoich rannych kompanów, opatrując ich rany i zanosząc na brzeg skarpy. Każdego z nich opuszczał na linie, aż dotarli do bezpiecznej strefy. Za każdym razem Doss modlił się z wiarą i determinacją: „Boże, pomóż mi wrócić po jeszcze jednego”. Następnie, pośród gradu pocisków, wracał na pole walki w poszukiwaniu kolejnego towarzysza, którego mógłby uratować.

Bóg wysłuchiwał próśb Desmonda. Choć kolejne pociski przelatywały tuż obok niego, to jednak żaden z nich go nie trafił. Przez całą noc ratował  towarzyszy, zanosząc ich w bezpieczne miejsce.

Jego współtowarzysze twierdzili, że tego dnia uratował on co najmniej stu żołnierzy. Desmond uważał jednak, że nie mogło być ich więcej niż pięćdziesięciu. Z ustaleń rządu Stanów Zjednoczonych wynika natomiast, że Doss uratował siedemdziesiąt pięć osób. Taka informacja znalazła się również na Kongresowym Medalu Honoru, który został mu wręczony przez prezydenta Trumana. W rzeczywistości liczba żołnierzy, którzy zawdzięczają swoje życie Desmondowi Dossowi może być jednak znacznie większa.

Desmond został rany w czasie jednej z późniejszych brutalnych walk na Okinawie. Gdy ukrywał się w okopach wraz z dwoma innymi żołnierzami, japoński granat wylądował  pod jego stopami. Eksplozja wyrzuciła Dossa z kryjówki, a jeden z odłamków uszkodził jego nogę oraz udo. Desmond zatamował krew i opatrzył ranę, jednak gry próbował przeczołgać się w bezpieczne miejsce, został trafiony ponownie. Tym razem przez pocisk snajpera, który roztrzaskał kości w jego ramieniu.

Incydent ten oznaczał koniec kariery Desmonda jako sanitariusza wojskowego. Zanim jednak Doss opuścił pole bitwy, jeszcze raz zademonstrował swoją altruistyczną naturę,  nalegając żeby sanitariusze zabrali najpierw innego mężczyznę. Kierując się biblijną wiarą, był gotów umrzeć, jeśli tylko przyczyni się to do uratowania innego człowieka. Desmond żył zgodnie ze złotą zasadą – „A więc wszystko, co byście chcieli, aby wam ludzie czynili, to i wy im czyńcie; taki bowiem jest zakon i prorocy.” (Mt 7,12) – nawet gdyby oznaczało to, że będzie musiał oddać swoje życie.

Z wielkim trudem i bólem przedostał się do miejsca, w którym mógł otrzymać pomoc. W drodze do okrętu szpitalnego dostrzegł, że nie ma z nim jego najbliższego towarzysza. Zgubił swoją małą Biblię, którą otrzymał od żony, Dorothy. Wieść o zagubionej Biblii dotarła do żołnierzy na linii frontu. Towarzysze Desmonda – ci, którzy wcześniej nie chcieli walczyć u jego boku – przeszukali całe pole bitwy i znaleźli jego Biblię, którą później mu przekazali.

Minęło wiele czasu zanim jego rany się zagoiły. Desmond musiał przejść również kilka ciężkich operacji. Długie, mokre i bezsenne noce spędzone w zabłoconych okopach na wyspach Pacyfiku, miały fatalny wpływ na jego zdrowie. Doss zachorował na gruźlicę, a w wyniku odniesionych ran stracił lewe płuco i pięć żeber. Choć jego roztrzaskane ramię się zagoiło, nigdy więcej nie wróciło już do pełnej sprawności. Gruźlica sprawiła również, że stracił słuch, który odzyskał dopiero wiele lat później, gdy poddał się operacji wszczepienia implantu ślimakowego.

Przez resztę swojego życia Desmond borykał się ze skutkami wojny. Podróżował jednak przez tysiące kilometrów, opowiadając o swoich przeżyciach i inspirując całe rzesze młodych ludzi. Dzielił się swoją wiarą w i opowiadał o tym, jak Bóg chronił w czasie wojny i pomagał mu służyć ludziom.

Desmond Doss, mimo wielkich wyczynów, nigdy nie uważał się za bohatera. Jednak w oczach ludzi stał się godnym podziwu bohaterem. Kapral Desmond Thomas Dess zmarł 23 marca, 2006 roku i został pogrzebany z pełnymi honorami wojskowymi na Cmentarzu Narodowym w miejscowości Chattanooga w stanie Tennessee.


Rozdział 3: Jak dbać o swoją wiarę


Jak to możliwe, że Demons Doss miał tak wielką wiarę? Jak mógł pójść na wojnę bez broni, stając w obliczu wroga z odwagą? Desmond zabrał ze sobą na pole bitwy dwie rzeczy: (1) modlitwę oraz (2) jego kieszonkową Biblię. Tą samą, którą podarowała mu jego żona, Dorothy. Nosił ją przy sobie w każdym czasie, tak jak manierkę czy apteczkę pierwszej pomocy.

W tej niewielkiej Biblii Dorothy napisała te słowa: „Kochany Desmondzie. Gdy będziesz czytał i studiował cenne Boże obietnice znajdujące się w tej maleńkiej Biblii, bądź wzmocniony we wszystkich swoich zmaganiach. Niech twoja wiara w Boga przyniesie ci pocieszenie i pokój do serca, żebyś nigdy nie był smutny, ani samotny, nawet jeśli droga przed tobą będzie wydawała się ciemna i posępna. Jeśli nie spotkamy się już na tej Ziemi, to mamy pewność szczęśliwego spotkania w Niebie. Niech Bóg w swojej łasce da nam tam miejsce. Twoja kochająca żona, Dorothy.” Desmond często wracał do tych słów.

W tym zwykłym wojskowym medyku niezwykłe nie było tylko to, jak bardzo był zdeterminowany, aby uratować jak największą liczbę towarzyszy, ale również fakt, że podjął się walki bez jakiejkolwiek broni. Desmond Doss nie był jednak bezbronny. Był uzbrojony w wiarę. Podczas każdej bitwy niósł ze sobą Słowo Boże, które Biblia określa jako miecz Ducha Świętego. Desmond regularnie czytał swoją Biblię i wiedział, jak przygotować  się do bitwy.

„W końcu, bracia moi, umacniajcie się w Panu i w potężnej mocy jego. Przywdziejcie całą zbroję Bożą, abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi. Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich. Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i, dokonawszy wszystkiego, ostać się. Stójcie tedy, opasawszy biodra swoje prawdą, przywdziawszy pancerz sprawiedliwości i obuwszy nogi, by być gotowymi do zwiastowania ewangelii pokoju. A przede wszystkim, weźcie tarczę wiary, którą będziecie mogli zgasić wszystkie ogniste pociski złego; Weźcie też przyłbicę zbawienia i miecz Ducha, którym jest Słowo Boże. W każdej modlitwie i prośbie zanoście o każdym czasie modły w Duchu i tak czuwajcie z całą wytrwałością i błaganiem za wszystkich świętych” (Ef. 6,10-18).

Desmond wierzył w te słowa i je wypełniał. Nie był nieustraszony, gdy przyszło mu zmierzyć się z przeciwnikiem, ale miał pewność tego, że w tej walce nie był sam. Wierzył w to, że Bóg spełni obietnicę i będzie go chronił. W małej Biblii, którą dała mu Dorothy, często czytał te słowa:

„Kto mieszka pod osłoną Najwyższego, kto przebywa w cieniu Wszechmocnego, ten mówi do Pana: Ucieczko moja i twierdzo moja, Boże mój, któremu ufam” (Ps. 91,1-2).

„Nie ulękniesz się strachu nocnego, ani strzały lecącej za dnia. Ani zarazy, która grasuje w ciemności. Ani moru, który poraża w południe. Chociaż padnie u boku twego tysiąc, a dziesięć tysięcy po prawicy twojej, Ciebie to jednak nie dotknie. Owszem, na własne oczy ujrzysz i będziesz oglądał odpłatę na bezbożnych. Dlatego, że Pan jest ucieczką twoją, Najwyższego zaś uczyniłeś ostoją swoją. Nie dosięgnie cię nic złego i plaga nie zbliży się do namiotu twego. Albowiem aniołom swoim polecił, aby cię strzegli na wszystkich drogach twoich. Na rękach nosić cię będą, byś nie uraził o kamień nogi swojej” (Ps. 91,5-12).

„Lepiej ufać Panu, Niż polegać na ludziach” (Ps. 118,8).

Jego ulubionym fragment w Biblii znajdował się w księdze Przypowieści Salomona 3,5-6: „Zaufaj Panu z całego swojego serca i nie polegaj na własnym rozumie! Pamiętaj o Nim na wszystkich swoich drogach, a On prostować będzie twoje ścieżki!”.

Niektórzy z jego towarzyszy byli zdania, że podczas jego odważnych działań na polu bitwy chroniła go nadprzyrodzona moc. Inni określali to mianem cudu.

Wiara Desmonda wzrastała poprzez czytanie Biblii i modlitwę. Poznawał Boga studiując Pismo Święte, a modląc się rozmawiał z Nim. Mówił Mu o swoich potrzebach i dostrzegał swoją zależność od Boga. Modlitwa dawała mu również pewność.

Właśnie ta formuła czytania Biblii i modlitwy przyniesie za sobą wzrost w wierze u każdego, kto chce zaufać Bogu. W jaki sposób możemy zdobyć wiarę? Biblia zdradza nam ten sekret: „Wiara tedy jest ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Chrystusowe” (Rz. 10,17).

Im częściej czytasz Słowo Boże, tym bardziej twoja wiara wzrasta. Trudno jest nam ufać komuś, kogo nie znamy. Jak mamy umocnić wiarę w Boga, jeśli Go nie znamy? Pozwól, że podzielę się z tobą prostym, ale wyczerpującym procesem duchowego wzrostu, który składa się z pięciu kroków.

  1. Poznawaj Boga.

Pierwszy krok to uczynienie wszystkiego co w naszej mocy, aby poznać Boga. Jezus powiedział, że wiedza to nie tylko siła, ale i życie wieczne. „A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś.” (Jan. 17,3). Jezus mówił, że życie wieczne zaczyna się tu i teraz, poprzez zrozumienie Boga. Gdy poznasz Boga, z czasem nauczysz się Mu ufać.

  1. Zaufaj Bogu.

Biblia mówi, że zaufanie pochodzi z słuchania, czyli studiowania Pisma Świętego (Rz. 10,17). Gdy poznajemy Boga, jesteśmy w stanie Mu zaufać tak jak Desmond Doss; bez względu na to czy jesteśmy w pracy, w domu, w tłumie, czy też sami na naszym życiowym polu bitwy. Poznanie Boga prowadzi do zaufania, a gdy nauczymy się Mu ufać, to nasza relacja z Nim rozkwitnie.

  1. Kochaj Boga.

Miłość opiera się na zaufaniu. Ciężko jest nam kochać drugą osobę – przyjaciela, małżonka, czy dziecko – jeśli im nie ufamy. Relacja z Bogiem wymaga tego samego. Dzięki czytaniu Biblii możemy się przekonać, że Bóg jest nie tylko godny zaufania, ale jest również pełen prawdziwej i bezinteresownej miłości, która nigdy nie przestaje przebaczać. Bożym celem jest nie tylko wybaczanie nam, ale i przemienianie nas. „Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości” (1 J 1,9).

  1. Służ Bogu.

Służenie komuś, kogo nie kochamy jest męczarnią. Jednak im więcej się o Bogu dowiemy, im bardziej Mu zaufamy, i im mocniej Go pokochamy, tym szybciej odczujemy potrzebę, aby służyć Jemu i innym ludziom. Boża miłość motywuje nas, żeby stawiać potrzeby innych na pierwszym miejscu.

Gdy już rozwiniemy relację z Bogiem, w której naprawdę Go znamy, ufamy Mu i Go kochamy, naszą odpowiedzią będzie pragnienie służenia Mu.

  1. Odzwierciedlaj obraz Boga.

Bóg jest miłością i wszystkie Jego uczynki są oparte na Jego bezinteresownej miłości. Życie Jezusa pokazało charakter Boga. Wszystko, co Jezus robił na tej ziemi było urzeczywistnieniem tej miłości. To samo życie w miłości może być twoje, jeśli zechcesz oddać swoje serce Bogu, ponieważ obiecał przez ciebie działać. „Albowiem Bóg to według upodobania sprawia w was i chcenie i wykonanie” (Fil. 2,13).

Komu dziś powierzyłeś swoje serce? Bóg jest gotowy, żeby napełnić twoje serce swoją obecnością, tak jak to uczynił dla Desmonda Dossa. Dlaczego Desmond nie odpowiadał na przekleństwa i kpiny pozostałych żołnierzy? Dlaczego służył nawet tym, którzy źle go traktowali? Nie odpłacał złem za zło, ponieważ jego życie było oddane Bogu.

To, co było prawdziwe dla Desmonda, może stać się prawdziwe również dla ciebie. Bóg będzie przez ciebie działał i pracował, jeśli tego zechcesz. Jeśli będziesz studiował Słowo Boże, poznawał Go, uczył się Jemu ufać, kochał Go i pragnął Jemu służyć, to twoje życie będzie odzwierciedlało charakter Boży.


Rozdział 4: Słowo Boże


Desmond Doss wierzył w to, że Biblia to Boże Słowo. Jego doświadczenie pokazało, że Biblia nie jest jedynie księgą pełną przeróżnych informacji, ale księgą przemiany. Słowo Boże nie tylko daje nam nadzieję i przebaczenie, ale też siłę, żeby żyć nowym życiem czystości i wiary.

Biblia daje nam światło w świecie pełnym mroku. Król Dawid napisał, „Słowo twoje jest pochodnią nogom moim i światłością ścieżkom moim” (Ps. 119,105). Biblia oświeci nasze umysły, gdy będziemy czytać myśli płynące od samego Boga. Czytaj ją jako osobisty list od Niego. Studiuj każdą historię, żeby zobaczyć jak Bóg postępuje z ludźmi. Przeglądaj każdy rozdział tak, jakby Bóg przemawiał bezpośrednio do ciebie. Poszukuj jego obietnic.

Bóg chce dla ciebie wszystkiego, co najlepsze. „Albowiem ja wiem, jakie myśli mam o was – mówi Pan – myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją” (Jer. 29,11).

Bóg obiecał, że zatroszczy się o wszystkie nasze potrzeby. „A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie” (Fil. 4,19).

Nie będzie pamiętał naszych grzechów i przewinień. „A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie” (Fil. 4,19).

Obiecuje nam wspaniałą przyszłość i gwarantuje dom w Niebie. „Niechaj się nie trwoży serce wasze; wierzcie w Boga i we mnie wierzcie! W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli” (Jan. 14,1-3).


Rozdział 5: Moc modlitwy


Tak jak nasze ciała potrzebują tlenu, aby przeżyć, tak samo nasze dusze potrzebują modlitwy, aby  rozkwitnąć. Modlitwa umożliwia nam komunikowanie się z Bogiem i daje Bogu możliwość bezpośredniego porozumiewania się z nami. „Lecz gdy przyjdzie On, Duch Prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę” (J 16,13).

W relacjach międzyludzkich poznajemy się nawzajem poprzez rozmowę i słuchanie drugiej osoby. Tak samo jest w naszej relacji z Bogiem. On pragnie nas słuchać. „Gdy będziecie mnie wzywać i zanosić do mnie modły, wysłucham was. A gdy mnie będziecie szukać, znajdziecie mnie. Gdy mnie będziecie szukać całym swoim sercem” (Jan. 29,12-13).

Bóg chce, żebyśmy mówili Mu o swoich potrzebach, a nawet o problemach i wyzwaniach. Czeka na możliwość, żeby odpowiedzieć na nasze modlitwy. „Dlatego powiadam wam: Wszystko, o cokolwiek byście się modlili i prosili, tylko wierzcie, że otrzymacie, a spełni się wam” (Mar. 11,24).

Jeśli chcesz zacząć się modlić, ale nie wiesz od czego zacząć, nie jesteś w tym sam. Gdy Jezus był na ziemi, apostołowie, ci którzy byli jemu najbliżsi, zadali Mu podobne takie pytanie. Również chcieli dowiedzieć się, jak się modlić. Powiedzieli, „Naucz nas, jak się modlić.” Znajdziesz tę historię oraz  sposób, w jaki Chrystus nauczył ich Bożej modlitwy w Ewangelii Mateusza, rozdziale 6. Możesz rozpocząć swoje życie modlitewne od tego wzoru modlitwy.

Dla Jezusa modlitwa była priorytetem. W Biblii czytamy o tym, jak spędzał całe noce na modlitwie, rozmawiając ze swoim Ojcem. Modlitwy mogą być zarówno długie, jak i krótkie. Możesz być w stanie powiedzieć tylko „Boże, pomóż mi.” To również jest modlitwa. Mówiąc te słowa, już rozmawiasz z Bogiem. Nie ma wyznaczonej długości ani sztywnych zasad. Gdy zaczniesz rozmawiać z Bogiem, słowa zaczną same ci przychodzić na myśl. Wypróbuj to!

Nie ma też czegoś takiego, jak zły czas na modlitwę. Bóg wysłucha cię w każdej chwili. Dawid, autor wielu psalmów w Biblii, modlił się każdego poranka. „Zważ na głos błagania mego, Królu mój i Boże mój, bo modlę się do ciebie” (Ps. 5,3).

Pamiętaj, że modlitwa nie została stworzona po to, aby Bóg spełniał nasze zachcianki. Istnieje po to, żeby pozwolić na Boże działanie w naszym życiu. Bóg wie czego nam potrzeba, zanim Go nawet o to poprosimy. „Nie bądźcie do nich podobni [pogan], gdyż wie Bóg, Ojciec wasz, czego potrzebujecie, przedtem zanim go poprosicie” (Mat. 6,8).

Jeśli nasze serce jest gotowe, żeby podążać za Bogiem, to Bóg chce abyśmy na Nim polegali w każdej sprawie. „Taka zaś jest ufność, jaką mamy do niego, iż jeżeli prosimy o coś według jego woli, wysłuchuje nas. A jeżeli wiemy, że nas wysłuchuje, o co prosimy, wiemy też, że otrzymaliśmy już od niego to, o co prosiliśmy” (1 Jan. 5,14-15).

Możemy być pewni, że Bóg wysłucha każdą modlitwę, bez względu na jej prostotę. Celem modlitwy nie jest sprowadzanie Boga do naszego poziomu, ale pozwolenie, aby On wyniósł nas w górę. Bóg chce zbliżyć się do nas właśnie w ten sposób. Modlitwa nie zmienia Boga, ale nas.

Rozmawiaj z Bogiem tak, jak z najbliższą ci osobą. Bóg naprawdę pragnie być naszym Przyjacielem. Mów Mu o tym, czym się przejmujesz, dziel się tym, co leży na twoim sercu i mów o swoim bólu, o radości, o sobie. Modlitwa zrobiła wielkie rzeczy w życiu Desmonda Dossa. Przemieniła nawet szorstkich i nieustępliwych żołnierzy, jak i innych ludzi o których się modlił. Może zmienić również twoje życie.

Desmond Doss był bohaterem i wzorem do naśladowania. Posiadał czysty charakter i żył tym, w co wierzył. Biblia mówi, że „niewinność prowadzi prawych, ale przewrotność przywodzi niewiernych do zguby” (Przyp. 1,3). Każdy może wybrać życie w czystości. Skutki tego będą miały wieczne konsekwencje.

Jest naszym życzeniem i modlitwą, by chęć doświadczania Żywego Boga, w którego wierzył Desmond Doss stała się nie tylko pragnieniem, ale i rzeczywistością w życiu każdego z nas.

Jeżeli ta historia i dodatkowe treści, które zamieszczamy zachęciły Was, dodały wiary, albo może pobudziły do kolejnych pytań to PISZCIE do nas śmiało.

Jak wiecie, Desmond Doss należał do Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Jeszcze więcej o zasadach wiary dowiecie się ze strony internetowej: adwent.pl.