Home

Mel Gibson o Dossie

Kiedy usłyszałem po raz pierwszy historię Desmonda Dossa, nie mogłem wyjść z podziwu nad jego poświęceniem. Był pierwszym w historii obdżektorem (ang. conscientious objector), czyli osobą odmawiającą aktywnej służby wojskowej ze względu na przekonania, który został odznaczony amerykańskim Medalem Honoru. Oto mężczyzna, który absolutnie bezinteresownie, narażając samego siebie, ryzykował raz za razem życie, by uratować swych kompanów od śmierci. Desmond był całkowicie zwyczajnym człowiekiem, który dokonał rzeczy niezwykłych.

Gdy Ameryka dołączyła do II wojny światowej, a młodzi ludzie zaczęli zgłaszać się do służby wojskowej, Desmond został postawiony przed nie lada dylematem – był gotów służyć, jak każdy inny chłopak z jego pokolenia, jednakże przemoc kłóciła się z jego moralnymi i religijnymi przekonaniami. Odmawiał nawet dotykania broni. Desmond przeszedł z tego powodu prawdziwe piekło, jednak nie ugiął się pod naporem prześladowców i wytrwał w swoich wartościach. Następnie trafił w sam środek wojennego piekła, uzbrojony wyłącznie we własną wiarę, by zostać ostatecznie uznanym za jednego z największych bohaterów wojennych wszech czasów.

Ważne było uświadomienie publiczności, że dla ludzi na Okinawie było to prawdziwe piekło na ziemi – nie mogli trafić w gorsze miejsce. A pośród nich Desmond, chłopak, którego miejmy nadzieję widzowie zdążyli już polubić, a który musi stoczyć podwójną walkę, zachowując swoje wartości i przekonania. Dopiero wojna pozwala Desmondowi zrozumieć, czy jest w stanie być człowiekiem, którym chce być.

Desmond Doss był kimś szczególnym. Nie ma zbyt wielu osób, które potrafiłyby dokonać tego co on. Skromność, którą wykazał przy omawianiu swych wojennych czynów, świadczy jeszcze bardziej o jego wyjątkowym charakterze. Prawda jest taka, że Desmond odmawiał przez lata wszystkim chętnym do nakręcenia filmu na podstawie jego historii. Nalegał, że „prawdziwymi bohaterami” są ci, którzy zostali zakopani w ziemi. Uznałem, że w dzisiejszym kinie, w którym najważniejsi są fikcyjni „superbohaterowie”, warto celebrować czyny prawdziwego bohatera.

Andrew Garfield dosłownie stał się graną przez siebie postacią i oddał w pełni charakter i sedno czynów Desmonda Dossa, a gra całej obsady drugoplanowej przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Jestem wdzięczny wszystkim, którzy wnieśli coś do tego projektu. Uważam to za wielki zaszczyt, że dane mi było opowiedzieć tę historię.

Mel Gibson

(materiały prasowe dystrybutora)