Home

Szykany i presja

O Desmondzie


Wpatrzony w Boga, a nie w siebie czy w drugiego człowieka, Desmond miał siłę, by mocno trzymać się zasad i priorytetów.

Kolejne dni okazały się nie lepsze od poprzedniego. Nocą w baraku szyderstwa nie ustawały. Chociaż teraz Desmond modlił się dopiero po zgaszeniu świateł, wciąż jeszcze co pewien czas jakiś but leciał w jego kierunku. Bardziej jednak niż cokolwiek innego bolało go, kiedy słyszał, jak przez cały czas łamane jest trzecie przykazanie. Szybko zorientowano się, że nazywanie go „świętym Jezusem” sprawia mu szczególną udrękę. Karger, gruboskórny typ około trzydziestki, wyglądający na nałogowego pijaka i nienawidzący wszystkich i wszystkiego, łącznie z religią, podszedł kiedyś do Dossa, chcąc na nim wyładować swoją złość. Desmond wzdrygnął się. Nigdy w życiu nie słyszał kogoś, kto wzywałby na darmo imienia Pana w tak bezczelny sposób.

Karger najwyraźniej cieszył się wyrzucaniem z siebie szorstkich, okrutnych słów pod adresem Desmonda. — Gdy pójdziemy na front Doss — powiedział — nie wrócisz stamtąd żywy. Ja sam cię zastrzelę. Po czym rozległ się jego okropny, ochrypły śmiech.

W ciągu dnia pojawił się inny problem. Pomimo przydzielenia go do piechoty, Desmond odmówił przyjęcia broni. Na próżno sierżant zajmujący się wyposażeniem, sierżant opie-kujący się plutonem i kapitan dowodzący kompanią przekonywali go, aby wziął karabin. Szczupły szeregowiec uprzejmie odmawiał. Na przemian straszono go, krzyczano na niego, proszono i schlebiano. Rozumiał położenie swoich dowódców i nie miał zamiaru stwarzać kłopotów. Chociaż dużo wcześniej otrzymał już rozkaz od kogoś ważniejszego.

Desmond Doss traktował religię jako najważniejszą rzecz w swoim życiu. Wychował się w rodzinie adwentystów dnia siódmego, uczył się w małej adwentystycznej szkole i stał się pełnym zaangażowania i poświęcenia chrześcijaninem. Jego matka, jego nauczyciele i kierownicy zboru nauczyli go, że Biblia jest Słowem Boga, a Desmond w pełni zrozumiał tę prawdę. Dziesięciu przyka-zań nie uważał za wskazania, których przestrzeganie zależy od okoliczności. Były dla niego tym, czym nazywa je Biblia; wolą Wszechmogącego Boga. Desmond wierzył, że dotyczą go one tak, jakby były napisane specjalnie dla niego.

Zgodnie z oficjalną procedurą wypracowaną przez Kościół i armię, adwentyści nie zgłaszali się ochotniczo do służby, ale czekali na powołanie. Oczekując na nie, Desmond pracował w stoczni, w przemyśle o strategicznym wówczas znaczeniu. Brał też udział w kursie udzielania pierwszej pomocy, aby przygotować się do służby medycznej.

Te względy zaważyły, że Desmond Doss został zakwalifikowany do służby medycznej w Armii Stanów Zjednoczonych. Dowódcy z głównego sztabu armii w Waszyngtonie świadomi byli istnienia takich ludzi jak Doss, dlatego też powołali specjalną komórkę zajmującą się ich wyszukiwaniem. Ćwierć wieku wcześniej, podczas l wojny światowej, miały miejsce częste przypadki znęcania się nad ludźmi uchylającymi się od służby wojskowej ze względów moralnych. Bito ich w brutalny sposób, wrzucano głową do latryny, zamykano w więzieniach. W czasie trwania wojny 162 mężczyzn z samego tylko Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego stanęło przed sądem wojskowym z powodu swych przekonań religijnych, a pod koniec wojny trzydziestu pięciu z nich odbywało wyroki od pięciu do dwudziestu lat ciężkich robót.

Dzięki niezmordowanym wysiłkom przywódców Kościoła i amerykańskim tradycjom wolności religijnej, wszyscy oni zostali objęci amnestią w dniu zakończenia wojny w 1918 roku.


powrót do listy artykułów

następny artykuł