Home

Przygotowanie do służby

O Desmondzie


„Jeśli warto coś zrobić, to warto zrobić to dobrze” – słowa pierwszej nauczycielki Dossa stały się częścią jego życia.

Desmond Doss rozpoczął służbę 1 kwietnia 1942 roku w Camp Lee w Virginii. Zamiast jednak zostać odesłanym na szkolenie do służby medycznej, znalazł się w reaktywowanej właśnie 77 Dywizji w Fort Jackson w Południowej Karolinie. Jednostka rozpoczynała okres ćwiczeń. Przez panujące jeszcze zamieszanie, chociaż miał kategorię I-A-O (wstrzymujący się od służby wojskowej z powodu przekonań osobistych), Desmond został przydzielony do kompanii strzelców.

Jest takie powiedzenie w armii, gdy ktoś narzeka: „Idź i powiedz kapelanowi.” l właśnie Doss to zrobił. Kapelan, kapitan Carl Stanley, przyjął go ciepło i wysłuchał jego opowiadania. Kapitan Stanley miał bliskiego przyjaciela, który był adwentystycznym kaznodzieją, doskonale więc orientował się w zasadach wiary i zwy-czajach tego stosunkowo małego, ale niezwykle aktywnego protestanckiego wyznania. Wiedział, że żołnierz ten ubiegał się o przydział do oddziału nieliniowego i powinien znaleźć się w służbie medycznej. Kapitan Stanley wyjaśnił sytuację w sztabie i Desmond został umieszczony w oddziale medycznym, gdzie rozpoczął przygotowania do służby w charakterze sanitariusza.

Wojskowa służba medyczna to coś w rodzaju pogotowia na polu walki. Desmond zapoznał się z zawartością dwóch dużych, płóciennych toreb stanowiących apteczkę i ze szczegółowym zastosowaniem każdego ze środków znajdujących się w zestawie. Były tam opatrunki polowe o różnych wymiarach, przeznaczone do nakładania na otwarte rany. Był puder sulfamidowy do zasypywania ran przed nałożeniem opatrunku. Były ampułki z morfiną, przeznaczone do wstrzykiwania, aby złagodzić ból. Desmond uczył się robienia zastrzyków, i co ważniejsze, kiedy można podać narkotyk, a kiedy nie. W niektórych przypadkach morfina może wywołać niepożądane skutki.

Wraz z innymi kadetami uczył się wykorzystywania, by pomóc rannym, wszystkiego, co znajduje się pod ręką — cienkich gałęzi, łożyska karabinu — zamiast szyny do unieruchomienia złamanych kończyn. Uczył się podawania plazmy w warunkach polowych, postępowania w przypadku szoku, a także tego, kiedy można podawać wodę rannemu, a kiedy nie. Desmond czuł się tak, jakby wrócił do szkoły.
Po ukończeniu ósmej klasy Desmond nie mógł uczyć się dalej. Kryzys, który miał miejsce w latach trzydziestych, sprawił, że ojciec nie był w stanie sam utrzymać rodziny, więc Desmond musiał mu w tym pomagać. Znalazł pracę w tartaku. Pracował ciężko pięćdziesiąt godzin tygodniowo otrzymując dziesięć centów za godzinę. Z zarobionych przez tydzień pięciu dolarów, oddawał pięćdziesiąt centów jako dziesięcinę w kościele, trzy dolary mamie, pięćdziesiąt centów przeznaczał na drobne wydatki, a pozostały dolar musiał wystarczyć na ubrania i inne konieczne zakupy.

Desmond nigdy nie zapomniał pani Nell Ketterman, która obok matki wywarła największy wpływ na jego życie. Będąc nieśmiałym dzieckiem Desmond miał wiele problemów w szkole, ale pani Ketterman, dodając mu otuchy, pomogła mu zaaklimatyzować się. Gdy okazało się, jak wielkie kłopoty ma Desmond z pisaniem, pani Ketterman zostawała z nim po lekcjach i okazując wiele serdeczności, miłości i wyrozumiałości, pracowała nad nim dotąd, dopóki to, co początkowo wyglądało jak napisane kurzym pazurem, nie zaczęło stawać się kształtnymi cyframi i literami.

Pewnego dnia Desmond jako dyżurny miał za zadanie po wytarciu tablicy umyć ściereczkę z kredowego pyłu. Zamiast tego strzepnął nią kilka razy niedbale i położył na miejsce. Pani Ketter-man nie była z tego zadowolona. — Jeśli coś warto zrobić, to warto to zrobić dobrze.

Te słowa stały się częścią jego życia.

Choć Desmond nie mógł uczęszczać do szkoły średniej, jednak uczył się nadal w szkole sobotniej. Nagrodą za regularne uczenie się na pamięć wybranych tekstów biblijnych była Biblia. Za kwartał nienagannego uczęszczania na lekcje nagradzano za-kładką do książek. Desmond kiedyś opuścił jedno spotkanie i było mu potem przykro, że popsuł swój rejestr obecności w całym kwartale. Od tego czasu zawsze był obecny i zawsze przygotowany.

Pewnego dnia wraz z rodziną odwiedził krewnych poza miastem i wrócił do domu późnym wieczorem. Następnego dnia była sobota, a on nie przygotował się jeszcze do lekcji. Chociaż był tak zmęczony i śpiący, że z trudem wymawiał słowa, siedział, dopóki nie nauczył się tego, co było zadane. Rano ledwie zwlókł się z łóżka i poszedł do szkoły sobotniej. Zbyt wiele godzin spędził przygotowując się do lekcji w ostatnich miesiącach, zbyt wiele samozaparcia włożył w uczęszczanie do szkoły, aby to teraz zmarnować przez jedną nieobecność. Cenił swój czas i wysiłek.

W ten sposób dla Desmonda Dossa świadoma wierność obowiązkom stała się czymś naturalnym. Nieraz w Fort Jackson w czasie popołudniowych zajęć, po dniu intensywnych ćwiczeń i obfitym obiedzie, gdy instruktor mówił o tym, jak uzdatniać wodę albo jak owady mogą przenosić choroby, niektórzy zaczynali drzemać. Desmondowi nie mieściło się to w głowie. Jestem w klasie, trwa wykład, więc nie śpię, ale słucham. To było normalne.


powrót do listy artykułów

następny artykuł