Home

Pracowity szabat

O Desmondzie


Jego Zbawca leczył ludzi w sabat, więc on również nie mógł odmówić.

Była sobota, 5 maja. Sabat. Po śniadaniu Desmond wyjął z plecaka swoją Biblię i zeszyt lekcji biblijnych, i usiadł oparty plecami o skałę. Na moment pozwolił sobie pomyśleć o Dorothy, swoich rodzicach i przyjaciołach, udających się do zboru w odświętnych, sobotnich ubraniach, z dala od zgiełku wojny. Nie czuł zazdrości wobec nich. Będąc w tym niebezpiecznym miejscu, wiedział, że robi to, co może, aby oni i inni Amerykanie mogli w spokoju służyć Bogu, na tyle, na ile go znają. Otworzył zeszyt i zaczął czytać. Tym razem przerwał mu kapitan Vernon.

– Doss – powiedział kapitan – mamy rozkaz przedrzeć się przez wzgórze i wziąć ten bunkier bez względu na straty. Porucznik Philips poprowadzi atak. Wiem, że masz sabat, i że nie musisz iść do natarcia, ale ludzie chcieliby, żebyś był z nimi, i ja też.
– Pójdę, kapitanie – powiedział Doss bez cienia niechęci w głosie.

 Jego Zbawca leczył ludzi w sabat, więc on również nie mógł odmówić.

– Chciałbym tylko dokończyć lekcję szkoły sobotniej.

Kapitan Vernon otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale zamknął je bez słowa. Przyglądał się przez chwilę sanitariuszowi swojej kompanii. Bawełniany mundur Dossa był ciemnobrązowy od krwi ludzi, którym uratował lub próbował uratować życie. Oczy miał zapadnięte głęboko z wyczerpania. Vernon wiedział, że Doss ma poważnie zranioną nogę, a mimo to poszedł, by pod ostrzałem ratować rannego. Jak wielu ludzi uratował od początku tej krwawej bitwy? Kapitan nie próbował nawet policzyć.
Skinął głową.

—   Poczekamy na ciebie. Kapitan nie powiedział sanitariuszowi, że rozkaz niezwłocznego wykonania tego specjalnego zadania dotarł do kompanii B poprzez batalion, pułk, dywizję i korpus wprost z dowództwa dziesiątej armii. Cała amerykańska ofensywa na Okinawie, ciągnąca się na przestrzeni wielu mil, w którą zaangażowane były liczne dywizje, została wstrzymana przez ten silny punkt oporu. Z urwiska Japończycy kontrolowali teren po obu stronach. Nie było przesady w stwierdzeniu, że sukces batalii na wyspie zależał od powodzenia tego natarcia.

Kapitan Vernon opóźnił jednak atak, by jeden sabatysta mógł spokojnie czytać Biblię.

Nie wiedząc, że wstrzymuje wojnę, Desmond doszedł do zakończenia lekcji. Zamknął Biblię i pochyliwszy głowę modlił się. Potem wstał. Jego ranna noga nie dawała znać o sobie, miał wrażenie jakby była całkiem zdrowa.


powrót do listy artykułów

następny artykuł