Home

Marnotrawny syn

O Desmondzie

doss-whitehouse-kiss


Nikt nie mógłby przewidzieć, że Bóg dotknie sumienia nawet takiego człowieka.

Dziwne rzeczy działy się z ludźmi w czasie nieustannych walk. Od początku swej służby w 307 pułku Desmond jak ognia unikał człowieka, który uosabiał całą podłość i zło, jakie można było znaleźć w armii, tak jak w każdej grupie ludzi pozbieranych z różnych środowisk. Człowiekiem tym był Karger, stary drań i cynik, produkt wielkomiejskich slumsów. On pierwszy zaczął dokuczać Desmondowi owej pamiętnej nocy w Fort Jackson, gdy rzucano w niego butami. To on zżymał się, gdy Desmond nie brał udziału w ćwiczeniach na strzelnicy; on powiedział mu kiedyś: „Doss, jeśli kiedykolwiek ruszymy do walki, to któryś z nas już nie wróci. Będziesz to ty!” Karger zdawał się nie dbać o nikogo prócz siebie i zaspokajanie swoich płytkich potrzeb. Jeśli gdzieś w okolicy była whisky, sake albo choćby piwo, które warzyli tubylcy, nie mogło się to przed nim ukryć.

Pewnego dnia w czasie najcięższych walk na Leyte Desmond ujrzał Kargera idącego ku niemu. Przygotował się na wiązankę nie dających się słuchać przekleństw. Zamiast tego żołnierz stanął przed nim spokojnie, spojrzał mu prosto w twarz nabiegłymi krwią oczami i prosto z mostu powiedział:
— Doss, módl się za mnie.
Na moment Desmond stracił mowę. Gdy ją odzyskał zapytał:
— Dlaczego przyszedłeś do mnie? Nie jestem przecież kapelanem.
— Byłem już u kapelana, ale on tylko chciał mi dać kielicha. Oni wszyscy są niewiele lepsi ode mnie. Ale ty wierzysz w to, co mówisz. Doss, ja się kończę. Módl się za mnie.
— Dobrze — przyrzekł sanitariusz — ale ty sam też musisz modlić się za siebie.
— Nie wiem jak. Ale gdy wrócę do Stanów, zacznę chodzić do kościoła.
Desmond chwycił go za ramię.
— Nie możesz czekać aż wrócisz do Stanów! Skąd wiesz, że wrócisz? Teraz zacznij.
Karger prawie płakał.
— Doss, ty jesteś jedynym facetem w tej bandzie, który naprawdę wierzy w Boga. Pomóż mi.  
— Tu jest wielu, którzy wierzą. Słuchaj, Jezus może pomóc ci żyć tak, jak wiesz, że jest dobrze. Pomoże ci tak, jak mnie pomaga. Musisz nawrócić się całym sercem, żebyś był gotowy spotkać się z Nim, gdy przyjdzie czas.
— Spróbuję, spróbuję — wyszeptał żołnierz. — Dziękuję ci.

Odwrócił się i odszedł do swojego oddziału. Desmond nie widział go nigdy więcej.


powrót do listy artykułów

następny artykuł