Home

Honor

O Desmondzie


Kto nie chciałby być zwolnionym ze służby wojskowej? Nie Doss. I nie na podstawie paragrafu ósmego.

Ludzie w 77 dywizji żyli w nerwowej atmosferze, niezrozumie­nia i nieufności, potęgowanej przez niesamowicie dokuczającą spiekotę. Panował tak kiepski nastrój, że wypadki dezercji były na porządku dziennym. Niektórzy uciekali na pustynię i ślad po nich ginął. W ten sposób zdezerterował nawet jeden z kapela­nów. W takich okolicznościach miał miejsce kolejny epizod w woj­nie szeregowego Dossa z armią. Wchodząc do namiotu dowódz­twa batalionu medycznego, by odebrać swą przepustkę w kolejny piątek, zobaczył, jak na jego widok oficerowie wymienili porozumie­wawcze spojrzenia. Główny sierżant ostentacyjnie okazujący, że podziela dezaprobatę dowódcy wobec Dossa, wręczył mu prze­pustkę, uśmiechając się złośliwie.

– Mam nadzieję, że to ostatni raz, Doss — powiedział. — Podjęto zarządzenie, by skończyć wreszcie z tymi twoimi wolnymi sobotami.

Desmond czuł, że coś wisi w powietrzu. Udał się do jednego z oficerów batalionu medycznego, by dowiedzieć się, co go czeka.  

– Mam dla was dobrą wiadomość, szeregowy Doss — powiedział oficer. — Zostaniecie wydaleni z armii. Rozważaliśmy od jakiegoś czasu wasz przypadek i doszliśmy do wniosku, że nadajesz się do wydalenia na podstawie paragrafu ósmego. Dziś staniecie przed komisją skrutacyjną. Idźcie do swojego namiotu. Zostaniecie wezwani, gdy komisja się zbierze.

Desmond był roztrzęsiony. Był tylko człowiekiem i miał dosyć tej pustyni. Nos miał nabrzmiały i obolały od wdychania kurzu; oczy mu łzawiły. Oficerowie zawzięli się na niego, nie miał ani chwili spokoju. To było ponad jego siły. Był gotowy jechać do domu.

Wiedział jednak, że „paragraf ósmy” dotyczył zaburzeń umy­słowych. Nie miał zamiaru pozwolić, by zrobiono z niego dziwaka, dlatego że chciał być w sobotę w zborze.

Komisja skrutacyjna, składająca się z pięciu oficerów batalionu medycznego, zasiadła przy polowym stole ustawionym przed na­miotem. Przewodniczący powiedział Desmondowi to, co już dobrze wiedział, że ma zostać wydalony.

– Dlaczego paragraf ósmy? — zaprotestował. Jeden szeregowiec przeciwko pięciu lekarzom wojskowym, uważającym go za szaleńca. Co innego mógł powiedzieć? — Czy źle spełniałem swoje obowiązki? — zapytał. — Ależ nie, zupełnie dobrze — przyznał przewodniczący. — Inni jednak biorą udział w ćwiczeniach przez siedem dni w tygodniu. Twoja odmowa brania udziału w ćwiczeniach w sobotę oznacza zaprzepaszczenie okazji zdobywania wyższych kwalifikacji. Mogłeś stracić możliwość poznania tego, co uczyniłoby twoją pracę jeszcze bardziej wartościową. Chodzi tu przecież o ludzkie życie, a nawet o twoje bezpieczeństwo.

Desmond przedstawił, w jaki sposób on i Clarence Glenn wy­pracowali system codziennej opieki medycznej. Wskazał też na fakt, że kompania B ma najniższą w pułku liczbę zachorowań wymagających interwencji lekarza. Wszystko to jednak nie zrobiło żadnego wrażenia na komisji. Najwyraźniej oczekiwali, że Doss zaakceptuje wniosek bez słowa sprzeciwu. Ale on nie mógł tego zrobić.

– Powiedział pan, że dobrze wykonywałem swoją pracę — rzekł Desmond — więc jedynym powodem zwolnienia mnie ze służby jest to, że zachowuję sobotę. Byłbym marnym chrześcijaninem,gdybym zaakceptował decyzję o zwolnieniu ze służby, sugerującą, że jestem psychicznie chory, gdyż poważnie traktuję religię. Gdy wystąpi potrzeba niesienia pomocy moim kolegom w sobotę, będę to czynił, i to chętnie. Nie wierzę też, że straciłem cokolwiek waż­nego nie biorąc udziału w ćwiczeniach w sobotę, a jeśli straciłem coś, co mogłoby narazić mnie na niebezpieczeństwo, przyjmuję to ryzyko.

Desmond zrobił przerwę, aby odetchnąć. — Proszę pana — powiedział łagodnie — proszę, niech mi pan wierzy. Ja przestrze­gam przykazań Boga, a On da mi mądrość i poznanie nie mniejsze od tych, które posiedli moi koledzy, biorąc udział w ćwiczeniach w Jego świętym dniu.

Ta odpowiedź położyła kres sprawie zwolnienia na mocy para­grafu ósmego. Było też oczywiste, że Waszyngton nie zaaprobuje decyzji o wydaleniu z armii na podstawie przekonań religijnych. Desmond pozostał w armii i …na pustyni — dziwne zwycięstwo. Jego sytuacja stała się nawet gorsza niż poprzednio, i to z tego powodu, że oficerowie batalionu medycznego chcieli wywalić z armii dobrego żołnierza, ale nacięli się okropnie. Desmond stał się znany, ale nie przyczyniło się to do wzrostu przychylności sze­fów dla niego.


powrót do listy artykułów

następny artykuł